[video] Dlaczego Twój szef zarabia więcej i czy to jest sprawiedliwe?

[video] Dlaczego Twój szef zarabia więcej i czy to jest sprawiedliwe?

Czy Twój szef zarabia więcej od Ciebie? Jeśli tak, to czy jest to zgodne z prawem i sprawiedliwe?

Prowadziłem ostatnio ciekawą dyskusję z kolegą nt. zarobków w pracy. Swoimi przemyśleniami dzielę się w pierwszym odcinku ROZKMIN TEO.

 

Daj SUBA na YouTube, wejdź i polub na FB, napisz co o tym myślisz.

Facebook:

https://www.facebook.com/teoporterblog/

Odbierz prezenty (oczywiście za free):
https://teoporter.pl/strefa-vip/

Jak zagadać do dziewczyny, czyli przestań się bać kobiet

Jak zagadać do dziewczyny, czyli przestań się bać kobiet

Większość facetów boi się kobiet. Mam wrażenie, że bardziej boją się zagadnąć jakąś piękną dziewczynę niż wypalić głupim tekstem do przypakowanego dresa z pięcioma kumplami w osiedlowej spelunie, gdzie jest gwarancja oberwania w mordę 🙂

Chłopy! Co się dzieje? Co jest takiego trudnego w rozpoczęciu rozmowy z kobietą?

No dobra, też tak miałem. Mnie (przynajmniej na początku) pomagał alkohol.

Pamiętam, kiedy byłem jeszcze szczylem i mieszkałem w Nowej Hucie spodobała mi się dziewczyna w osiedlowym sklepiku spożywczym. Była piękna. Długie blond włosy, zawsze rozpuszczone. Zgrabne ciało, delikatne rysy twarzy. Miałem dokładnie obcykane kiedy i jakie ma zmiany. Właśnie wtedy, ni stąd ni zowąd, nachodziły mnie przeróżne zachcianki. To przydałby się browarek, to batonik, to chleb się skończył, to drugi browarek. Wiecznie czegoś potrzebowałem. Tak średnio co 30-60 minut odwiedzałem sklep, żeby się pogapić na tę piękność.

No właśnie. Pogapić.

Po miesiącu, czy dwóch zebrała się we mnie potrzeba zagadania. Ale wiesz jak jest. Zależało mi, żeby się z nią umówić, a pierwszy tekst mógł zaprzepaścić wszelkie starania, więc był stres. Jedyny promyk nadziei widziałem w tym, że przy każdej mojej wizycie w sklepie na jej ustach pojawiał się taki delikatny, Mona Lisowy uśmieszek…

Znalazłem rozwiązanie. Wypiłem u mojego przyjaciela pięć drinków (pamiętam, że był to Jack z Red Bullem). Lekko otumaniony zebrałem się na odwagę i poszedłem zapytać o możliwość umówienia się na piwo. Powiedziałem wtedy coś w stylu:

– Cześć, przychodzę tu już jakiś czas. Wiesz, jestem Tobą strasznie zauroczony. Może zgodziłabyś się po pracy pójść ze mną na piwo?

Tak, chętnie! Odpowiedziała… i się uśmiechnęła.

Nie miała jedynki. Czar prysł. Moje wszelkie wyobrażenia o tej dziewczynie poszły wpiździec. Zachowałem zimną krew, jeszcze chwilę z nią pogadałem, ale w końcu się z nią nie umówiłem. Żeby nie było, jakoś elegancko się z tego wykręciłem. Ale po co opowiedziałem tę historyjkę?

Jeśli zastanawiałeś się jak zagadać do dziewczyny, bądź nie miałeś odwagi tego zrobić to po tym artykule zostaniesz mistrzem świata w tej dziedzinie. Pod warunkiem, że zrobisz ćwiczenie podane na samym końcu.

Teo

W Twojej głowie halucynujesz sobie wyobrażenie o różnych ludziach, a już szczególnie o kobietach.

Prawda jest taka, że nie wiesz co sobie pomyśli kobieta, którą zagadasz na ulicy, w barze, klubie, na uczelni, w pracy czy gdziekolwiek! One lubią otrzymywać komplementy, nawet od przypadkowych ludzi. Uwierz, że jeśli strzelisz babeczce komplement w drodze do pracy, ona opowie tę historię wszystkim swoim koleżankom na dzień dobry.

Pamiętaj, że kobieta która Ci się podoba jest dokładnie takim samym człowiek jak Ty, ja i wszystkie Twoje koleżanki. Co więcej… ona też ma kolegów, za których pewnie nie dałbyś złamanego grosza. Dlatego podejdź do niej na luzie. Jakbyś ją już znał.

Boisz się odrzucenia? Ja mam na takie dylematy prostą strategię. Mówię sobie “A jakie to wszystko ma znaczenie dla wieczności“. Pomaga.

Jeśli Cię wyśmieje, to co? Świat się nie skończy prawda? Prawdopodobnie nawet jej już więcej nie spotkasz, a na Twojej drodze stanie jeszcze wiele, wiele innych kobiet.

Jak zagadać do dziewczyny

No dobra, ale pewnie chcesz wiedzieć konkretnie jak zagadać do dziewczyny i przyszedłeś tutaj po magiczny tekst, dzięki któremu nie wyjdziesz na barana, zgadza się?

Po pierwsze uważnie się jej przyjrzyj. Co Ci się w niej podoba? Nie wystarczy odpowiedz, – Aaaaaaa jest po prostu ładna. Co konkretnie Ci się w niej podoba? Jej uśmiech? Jej oczy, włosy, zapach?

A może podoba Ci się to jak świetnie jest ubrana, to jakie ma gustowne kolczyki pasujące (do czego jej tam akurat pasują) i tak dalej.

Kobiety kupę czasu spędzają na tym, żeby wszystko świetnie im do wszystkiego pasowało. Ty masz to zauważyć. No i lecisz z tekstem w stylu:

– Cześć, jestem Mateusz. Przepraszam, że cię zaczepiam, ale zauważyłem jak super wyglądasz w tych kolczykach. Idealnie podkreślają twój makijaż, aż jestem pod wrażeniem. Musiałem ci to powiedzieć!

Oczywiście tam pod te kolczyki podstaw to, co na prawdę Ci się w niej podoba. No i czekasz na reakcję.

Jeśli powie – Spadaj! To spadaj. Nie narzucaj się. Ale wiedz, że psychologia jest po Twojej stronie.

Konkretnie działa tutaj efekt “wzajemności”. Ona podświadomie będzie wdzięczna za Twój komplement i będzie się chciała jakoś zrewanżować. Jeśli zatem podziękuje to jest ten moment, w którym możesz próbować wziąć od niej numer telefonu, żeby zaprosić ją na kawę.

I teraz najważniejsze. Ćwicz. Robi się piękna, wiosenna pogoda. Wszyscy mają dobre nastroje. Idź na spacer po parku i pozaczepiaj przypadkowe dziewczyny, prawiąc im komplementy (ale pamiętaj co mówiłem! To ma być prawdziwy i szczery komplement!). Po co? Ano po to, że jak już trafisz na TĘ dziewczynę będziesz miał obcykany najlepszy tekst i zero tremy.

Cześć!

PS.

Drogie Panie. Ta metoda działa też na facetów. Powiem szczerze, że nawet bardziej niż na kobiety, bo my jesteśmy bardziej próżni niż Wy. Także tego…

Behind the scenes

A teraz zdradzę Ci tajemnicę. Nie pójdziesz wykonać tego ćwiczenia. Dlaczego? Bo Ci się nie będzie chciało. A najlepsze jest to, że Ci którzy pójdą, wygrają. Ja go wykonałem parę razy w życiu i mam totalne zero problemu z komunikacją z innymi ludźmi. Bo tak się składa, że tą prosta techniką można manipulować dowolnie wybraną osobą. Nawet szefem w pracy. Oczywiście komplement musi być na tyle wyszukany żebyś nie wyszedł na ciotkę 😊

PS
Dziewczyny nic tak nie kręci jak pieniądze. Jeśli chcesz zacząć więcej zarabiać odbierz za free e-book który napisałem:

Jak zarabiać przez Internet (i zarobić minimum 10.000 zł co miesiąc).

ODBIERZ

Czy kobiety lecą na kasę?

Czy kobiety lecą na kasę?

Mówi się, że kobiety lecą na kasę, a faceci z grubym portfelem mają znacznie łatwiej na, mniej lub bardziej, okazyjny seks. Czy to prawda? Tak. Ale zacznijmy od początku.

Wszyscy wiemy, że kobiety to ta piękniejsza płeć. Zgadza się? To przyjrzyjmy się zwierzaczkom.

Dziwnie się składa, że w całym królestwie zwierząt to męskie osobniki są okazalsze, barwniejsze, po prostu piękniejsze. Po co?

Po co paw rozkłada trochę przyciężki, barwny ogon i macha nim przed pawiczką? Bo chce mu się ciupciać, a ten z najpiękniejszym (najbogatszym) ogonem ma zagwarantowany haremik na wyłączność. Tak na marginesie te ogony są na tyle ciężkie, że czasami utrudniają spieprzanie przed drapieżnikami. Także okazuje się, że dla nich seks jest ważniejszy niż życie.

Zasada, że osobnik męski jest ładniejszy niż żeński powszechny jest w całej populacji zwierząt. Od kaczki po lwa. Gdyby jednak cofnąć czasy do tych bardziej “oświeconych” okazuje się, że również u nas ludzi, to męskie ciało było wzorem doskonałości i idealnych proporcji. Wyraźnie widać to w sztuce Leonardo da Vinci, Rafaela Santi, Michała Anioła czy Donatello (wiem, pojechałem żółwiami ninja) ???? Dzisiaj te wzorce już nie obowiązują, bo wynaleźliśmy schabowego i piwo.

Więc dlaczego te wszystkie zwierzaki są takie piękne. Bo lecą na to ich laski. Bo ten najpiękniejszy ma najlepsze geny. Bo ten najdoskonalszy jest najzdrowszy.

Skoro tak rozkminiła to natura dla wszystkich zwierząt, myślisz, że u ludzi jest inaczej?

Kiedy biegaliśmy jeszcze za mamutami, kto miał największe szanse na seks? Oczywiście ten, który przyniósł do domu (sorry, do jaskini) największego mamuta. Samiec alfa. Sierściuch, któremu nikt inny nie podskoczył, bo każdy wiedział, że ten ma największą pałę, której nie zawaha się użyć.

Kobiety mają zakodowane w genach, że samiec, który potrafi pokonać innych współplemieńców jest najlepszą partią, bo dzięki niemu będą bezpieczne. A raczej będą bezpieczne one i ich dzieci. Bo do tego to wszystko się sprowadza, do przetrwania gatunku i to nie ważne czy mówimy o zwierzętach czy ludziach.

W dzisiejszych czasach, często właśnie status materialny stanowi o życiowej zaradności i pozycji w stadzie. Dzięki pieniądzom ludzie wiodą spokojniejsze życie, są piękniejsi i zdrowsi. Dlatego to nic złego, że kobiety wybierają zamożnego partnera.

Skoro wiemy już, że to prawda, kobiety lecą na pieniądze, pytanie brzmi dlaczego jest to takie oburzające i potępiane wśród innych mężczyzn. Przecież nie mówi się o tym w kontekście zaradności kobiet. Raczej jest to coś w stylu “ta to jest puszczalska materialistka i leci na kasę“.

Tylko kto wygłasza takie opinie? No niestety te słabsze osobniki, które zadowalają się ochłapami, jakie daje im życie. Niepotrafiące zawalczyć i pokazać, kto tu jest godzien najlepszej samicy w stadzie. Jakoś nie słyszałem takiego biadolenia od gości w porządnych garniturach i samochodach droższych, niż mieszkania reszty żałośników.

Dlatego, jeśli myślisz, że to jakiś problem z kobietą bo leci na kasę zastanów się raczej, czy to nie jest problem z tobą. Czy ten świat jest faktycznie taki zły i niedobry, że musisz zawsze być tym drugim.

Otóż nie, nie musisz. Czasami wystarczy wyjrzeć nad skorupę zwaną “strefa komfortu”, rozejrzeć się i dorwać okazję na zarobienie kilku dodatkowych stówek. Oczywiście, przynajmniej na początku, będzie się to wiązało z dodatkową pracą, czasami też nieprzespanymi nocami, nieobejrzanymi serialami i brakiem czasu na gry i TV. Jeśli nie chce ci się męczyć i wybierasz zostanie przeciętniakiem to twój wybór. Ale przy okazji wiedz, że w takim wypadku, ten blog nie jest dla ciebie. Lepiej rusz tyłek i zrób coś ze swoim życiem!

Każdy mało zarabia, wszyscy wszystko mają

Każdy mało zarabia, wszyscy wszystko mają

Zbliża się największe, a na pewno najbarwniejsze święto konsumpcjonizmu – Święta Bożego Narodzenia.

W tym roku zapowiadają się szczególnie wyjątkowo. Już w listopadzie w sklepach pojawiły się ozdoby choinkowe, a pierwsze choinki zabłysnęły, w niektórych domach, zaraz na początku grudnia. Od jakiegoś tygodnia obserwuję też kolejki po (ledwo) żywe karpie w markecie, a w alejkach zaczepiają mnie anielice próbujące wyciągnąć moje sianko na to podobrusowe.

Co to oznacza?

Powolutku wpadamy w szał zakupów świątecznych. Nie ważne ile zarabiasz, w święta musi być na bogato.

A jak pokazują ostatnie badania GUS zarabiasz mało. No może nie Ty, ale statystyczny Polak już tak. A wynika z nich mniej więcej tyle:

Prawie 1 500 000 ludzi (w 2014 r.) otrzymywało 1 237 zł na rękę. Mediana wynagrodzeń wyniosła 2 359 zł netto (nie podaję kwot brutto, bo to nie ma żadnego znaczenia). Mediana pokazuje, że połowa pracowników zatrudnionych na umowę o pracę (w firmach powyżej 9 pracowników) zarabia NIE WIĘCEJ niż te 2 359 zł.

A wiesz ile w Polsce wynosi tzw. dominanta, czyli najczęściej powtarzające się wynagrodzenie? Całe 1 786 zł na rękę! Szału nie ma. 10% najgorzej zarabiających otrzymuje 1 263 zł netto.

Z innego badania wynika, że ok. połowa rodaków nie ma ŻADNYCH oszczędności.

Ale po co o tym piszę? W ostatni weekend próbowałem zaparkować samochód na kilku ogromnych parkingach przy marketach w Krakowie… i szybko zrezygnowałem. Nie chciało mi się stawać “na dziko”, z drugiej strony nie bawi mnie zabawa w sępa i krążenie po parkingu w nadziei, że ktoś zmądrzeje i pojedzie do domu, a mnie uda się wepchnąć przed dwoma innymi sępami, które upatrzyły sobie to samo miejsce.

I teraz mam takie pytanie fundamentalne. Jak się mają badania GUS do tego co dzieje się w marketach? Bo chyba nijak.

Jak to jest, że każdy kogo zapytasz zarabia za mało, ale na wszystko go stać?

W Polsce prawie każdy ma samochód. Co druga rodzina pewnie dwa. Każdy pragnie swojego mieszkania, wszyscy jak jeden chodzą w wypindżonych ciuchach z najnowszej kolekcji.

Czasami zdarza mi się nawet popaść w mini kompleksy i umyć moje stare adidasy przed wyjściem na miasto, żeby nie wyglądać przy innych jak jakiś ciul. Ale cholera wygodne mam te buty, i jeszcze nie są jakieś strasznie zdarte, więc po co kupować nowe?

Dla kontrastu 10% najlepiej zarabiających (dominanta) dostaje 4 886 zł do ręki. Na pewno to oni zapychają te wszystkie parkingi, jeżdżą na wypasione wycieczki, kupują co sezon nowe telefony i AGD oraz czyszczą sklepy z nowych kolekcji ubrań.

I tej wersji będę się trzymał, bo reszta przecież to wszystko musiałaby mieć na kredyt, a Polacy nie są idiotami…

Cześć!

3 porady jak stać się lepszym patriotą

3 porady jak stać się lepszym patriotą

Z okazji dzisiejszego Święta Niepodległości, chciałbym się z Tobą podzielić moimi refleksjami na temat kim jest nowoczesny patriota, jak stać się lepszym patriotą, a przy okazji lepszym człowiekiem.

Kim jest patriota?

Oczywistą odpowiedzią na to pytanie jest: człowiek który kocha ojczyznę. Problem zaczyna się chyba, kiedy dopytamy “co to znaczy kochać ojczyznę?“.

Oto moje trzy przemyślenia na temat jak okazywać miłość do swojej ojczyzny i, de facto, stać się lepszym patriotą.

Kto nie był buntownikiem za młodu, ten będzie świnią na starość.

Józef Piłsudski

1. Kupuj polskie produkty

Codziennie dokonujesz bardzo, ale to bardzo ważnych decyzji: wesprzeć Polskę i rodzimy biznes, czy Niemców, Amerykanów, Anglików czy tam Rosjan i ich gospodarki?

I wiesz co robisz? Dajesz zarobić Niemcowi zamiast Polakowi i potem płaczesz, że mało zarabiasz.

Tankujesz samochód? Dlaczego robisz to na brytyjskiej, a nie polskiej stacji? Kupujesz żel pod prysznic i szampon? Dlaczego dajesz zarobić Niemcowi i Amerykaninowi zamiast rodzimej firmie kosmetycznej? Kupujesz piwo? Dlaczego znowu dajesz zarobić Niemcowi zamiast polskim browarom? Kupujesz dżinsy? Dlaczego dajesz zarobić Amerykanom zamiast naszym szwaczkom?

Mechanizm jest prosty: Kupujesz polski produkt > Zyski lecą do polskiego producenta > Producent może zwiększać zatrudnienie (spada bezrobocie) > Rosną płace

Zamiast narzekać oto kilka rozwiązań, które możesz wprowadzić w życie już dzisiaj:

  • Kupuj produkty lokalnych producentów – uważnie studiuj etykiety. Korzyść dla Ciebie: produkt z mniejszą ilością chemii, parabenów, konserwantów itd. = lepsze zdrowie!
  • Odwiedzaj targowiska – daj zarobić polskiemu rolnikowi, żeby uniezależnić go od korporacji. Korzyść dla Ciebie: świeże i zdrowe jedzenie!
  • Tankuj na polskich stacjach benzynowych. Korzyść dla Ciebie: pieniądze z Twoich podatków wracają do Ciebie w postaci opieki zdrowotnej, nowych dróg i tak dalej.
  • Trzymaj pieniądze w polskim banku. Korzyść dla Ciebie: uniezależnienie się od krachów w innych państwach.
  • Staraj się kupować w polskich sieciach handlowych. Korzyść dla Ciebie: pieniądze od lokalnych sklepów trafiają do Twojego miasta, dzięki czemu między innymi możesz jeździć po nowych drogach i chodzić czystymi chodnikami.
  • Polub profile na Facebooku promujące polskie produkty. Korzyść dla Ciebie: poznasz polskie marki, staniesz się świadomym konsumentem, będziesz mniej podatny na manipulację!

2. Udzielaj się społecznie

Ubogacaj swoją lokalną społeczność. Odwiedź kościół, szpital, hospicjum, schronisko dla zwierząt albo inną instytucję pożytku publicznego i zostań wolontariuszem. Rozejrzyj się dookoła, może obok Ciebie mieszka jakaś babcia, której można by wynieść śmieci. Poświęć 1-2 godz. tygodniowo, aby pomóc innym.

Korzyść dla Ciebie: Wbrew pozorom zrobisz to nie dla kogoś, ale dla siebie. W swoich oczach będziesz lepszym człowiekiem, wzrośnie Twój poziom wartości, przez co staniesz się pewniejszy siebie i odniesiesz w życiu większy sukces ????

3. Przestań narzekać

Ludzie zamożni udzielają się społecznie i wspierają instytucje charytatywne. Ubogacają w ten sposób życie swoje i innych!

Nikt nie lubi narzekaczy, co dziwniejsze jest to jakiś nasz sport narodowy.

Narzekaniem nastawiasz się dupą do świata i przyciągasz coraz gorsze zdarzenia i informacje, które tylko umacniają cię w przekonaniu, że jest źle.

A wcale tak nie jest. W Polsce można żyć na super poziomie, zarabiać przyzwoite pieniądze i cieszyć się życiem. Wystarczy tylko ruszyć tyłek i zrobić coś więcej niż oglądanie seriali z browarem w ręce. Warunek: musi Ci się chcieć!

Zadanie na najbliższy tydzień: umów się sam ze sobą, że nie będziesz na nic narzekać (polityków, zarobki, pogodę, szefa, żonę, dziewczynę, ojca, matkę, słowem NA NIC). Będziesz za to prawić komplementy swoim najbliższym, kolegom i koleżankom z pracy, przypadkowym ludziom na ulicy. Będziesz się też do każdego uśmiechać.

Korzyść dla Ciebie: zmieni się Twoje nastawienie do świata, dzięki czemu wzrośnie Twój poziom szczęścia.

Co o tym wszystkim myślisz? Kim wg Ciebie jest dzisiaj patriota?

Cześć!

Moda na barber shop. Luje czy dżentelmeni

Moda na barber shop. Luje czy dżentelmeni

Kiedy ostatnio byłeś u porządnego fryzjera? Ale nie takiego drogiego, sieciowego w galerii handlowej, tylko dobrego, męskiego fryzjera? Barber shop to jeden z ostatnich zapomnianych bastionów wolności dla prawdziwego faceta. I wraca na niego moda!

Przydługi wstęp – możesz pominąć

Kiedy byłem młodym chłopakiem nosiłem długie włosy – taki buntownik wywrotowiec. Miałem gdzieś co powiedzą ludzie, savoir vivre, rząd, prawo, prezydenta, kapitalizm itp. Tym bardziej miałem, gdzieś chodzenie do fryzjera, wręcz przeciwnie, pamiętam jak kiedyś przyśnił mi się koszmar, że obciąłem włosy!

Wcześniej, z dzieciństwa, pamiętam tylko obskurnego fryzjera dziecięcego w “Świecie Dziecka” – pawilonie ze sklepami w centrum Nowej Huty. Co to była za dziura! Trzy foteliki w różnym rozmiarze (awansem społecznym było jak mogłeś usiąść na tym dla starszych dzieci), dwie przysadziste baby, strzygące wszystkie dzieci na jedno kopyto, wszechobecny wrzask płaczących bachorów i ten smród dymu papierosowego! O wystroju nie będę się rozpisywał bo w sieci znalazłem zdjęcie tego kultowego miejsca! Oto ono:

Fot. Tom Vernimmen, nowahutanastarychzdjeciach.pl

Od mniej więcej czasów 7-8 klasy podstawówki zacząłem zapuszczać włosy, co trwało jakieś 8 lat. Z tamtych czasów też mam fajne zdjęcie:

Nadszedł jednak ten dzień, kiedy doszedłem do wniosku, że z wizerunkiem buntownika wywrotowca nie da się zarabiać pieniędzy i postanowiłem zmienić wizaż. Pamiętam, że wylądowałem u fryzjera stylisty, który z zafrapowaniem w głosie zapytał – Ale czy na pewno wiesz co robisz i chcesz obciąć te piękne włosy? (Tak, był gejem).

Od tamtej pory nie mogłem znaleźć dobrego, męskiego fryzjera. Miejsca, gdzie facet może ze spokojem usiąść i poczuć, że powstało z myślą o jego potrzebach.

W salonach, do których chodziłem, klientkami były niemal głównie kobiety, dlatego też fryzjerzy i fryzjerki byli szkoleni raczej z myślą, żeby zaspokoić właśnie je. Ale ja też chciałem zostać zaspokojony! Miałem dosyć smrodu lakierów, utyskiwania nadętych bab, które chciały mieć ten kolor bardziej sraczkordzawy niż rudochujwijaki. Wkurwiało mnie, że używano na mnie kosmetyków dla kobiet, a w najlepszym wypadku unisex! Do niedawna…

Krótka historia barber shopów

Historia zaczyna się (generalnie jak zwykle) w Stanach Zjednoczonych. Złoty okres rozkwitu barber shopów przypadł na lata ok. 1880-1940. W tamtym czasie normalne było codzienne korzystanie z usług golibrody (czy inaczej cyrulika), w salonie przeznaczonym tylko dla mężczyzn. Codzienne strzyżenie i golenie stało się nawykiem, ale też pretekstem do porannych spotkań z kumplami – ot, po prostu na męskie ploty i dyskusje.

barber shop

barber shop

W tym miejscu muszę dodać, że owe salony były to miejsca z klasą! Nierzadko pięknie dekorowane, wyłożone drogim marmurem, z fotelami fryzjerskimi rzeźbionymi w dębie lub orzechu, z kryształowymi żyrandolami i malowanymi freskami na ścianach i sufitach. Generalnie – na bogato!

Dekorowany fotel fryzjerski

Dekorowany fotel fryzjerski

Mężczyznę, wchodzącego do takiego salonu, z miejsca uderzał zapach aromatycznego tytoniu wymieszanego z wonią pomad, wód kolońskich, zapachowych olejków i toników do włosów. Tam można było poczuć się zrelaksowanym i świetnie nastawić na nadchodzący dzień. Zacierały się też granice klasowe.

Co poszło nie tak

Mam taką teorię, że jak coś się jebie i znika coś fajnego to wina korporacji. Tak było i tym razem.

Pierwszy cios w barber shopy spadł ze strony Gillette w 1904 roku, kiedy to korporacja rozpoczęła masowy marketing swoich maszynek do golenia, przedstawianych jako tańszą i wygodniejszą alternatywę dla golibrody.

Swoje trzy grosze dorzucił też rząd USA, który podczas pierwszej wojny światowej dodawał proste maszynki do ekwipunku żołnierza. Po powrocie z wojny chłopaki woleli już sami ogolić się w domu, a wyjście do fryzjera stało się bardzo okazjonalne.

Wojenna reklama Gillette

Wojenna reklama Gillette

 

Sukces Gillette zachęcił kolejne firmy do produkcji własnych maszynek i zestawów do domowego strzyżenia. Gwoździem do trumny okazał się wielki kryzys w 1929 roku, kiedy ludzie cięli wszystkie zbędne wydatki (z tymi na fryzjera w pierwszej kolejności), a kobiety zaczęły strzyc mężów i synów w domu.

Potem było już tylko gorzej. Kolejny etap w historii spadku zainteresowania nastąpił ok. 1960 r. wraz z nadejściem Beatlemani i kultury hipisowskiej. Mężczyźni zaczęli nosić dzwony i długie włosy, a wizyty u fryzjera stały się rzadkością. Nie bez znaczenia były też wojny w Wietnamie i Korei, przez które bardzo skurczył się rynek odbiorców na usługi fryzjerskie (i generalnie na wszystkie inne też).

Powrót do krótkich fryzur przyszedł wraz z latami 80. ale niewiele to zmieniło. Nikt już nie pamiętał o barber shopach, a mężczyźni zostali skazani na salony fryzjerski unisex. To tyle z historii.

 

Ja swoją przygodę z barber shopem zacząłem całkiem niedawno, bo w czerwcu 2014 r. Wtedy to właśnie chłopaki z buttercut.pl otworzyli salon w Krakowie. Z tego co wiem to chwilę wcześniej powstało coś w Warszawie, ale raczej dla klientów z grubym portfelem. Dzisiaj kolejne salony powstają jak grzyby po deszczu.

Teo (autor tych wypocin) z ekipą ButterCut.pl

Teo (autor tych wypocin) z ekipą ButterCut.pl

Dlaczego będę częstym klientem barber shopu

Dobrze pamiętam moją pierwszą wizytę w BUTTERCUT BARBERSHOP na ul. Szlak 11. Wstrzeliłem się w wolne okienko w rejestracji internetowej (a terminy są zarezerwowane przynajmniej na dwa miesiące do przodu). Przyszedłem do salonu i od razu zakochałem się w tym miejscu! Świetny, nowoczesny wygląd, ale z nutką retro klimatu i ostrą muzyką, która akurat mnie przypadła do gustu.

Na dzień dobry zaproponowano mi kawę, podziękowałem, usiadłem na fotelu, a Delma (ten w kapeluszu na zdjęciu powyżej) zapytał: – Ale wiesz co tu robimy? – Tak, wiem. Odpowiedziałem. – Właśnie po to tu przyszedłem!

Potem było już tylko lepiej. Bo w chodzeniu do barber shopu nie chodzi tylko o stylizację włosów czy brody. Głównie chodzi o chwilowe oderwanie się od rzeczywistości, o stoczenie kilku batalii słownych na przeróżne tematy i okazja do pośmiania się do łez. Ogólna zasada mówi, że kobiety mają zakaz wstępu. Dlaczego? Żeby faceci nie musieli się spinać i uważać na każde swoje słowo!

A dyskusje czasami bywają grube i przesiąknięte szowinizmem. Gadamy o życiu, seksie, związkach, obijaniu mordy leszczom, spiskach światowych, ufo, polityce, nauce, żarciu… tyle pamiętam.

Dla kogo jest barber shop

Otóż moim zdaniem jest dla dżentelmenów z klasą! Inna sprawa, że każdy może sobie dowolnie zdefiniować słowo dżentelmen.

Dla mnie to mężczyzna, który potrafi czasami być wrednym skurwysynem, ale z drugiej strony romantykiem dbającym o kobiety i dzieci, kochający ludzi i zwierzęta. No i musi dobrze wyglądać. Wiedziałeś, że zaraz po poznaniu kobiety patrzą najpierw na buty, potem na włosy i to jak się ubrałeś? Już choćby tylko z tego powodu musisz się wybrać do porządnego męskiego salonu fryzjerskiego!

Cary Grant – Moda na barber shop – teoporter.pl

Cary Grant – Moda na barber shop – teoporter.pl

Poza tym podoba mi się wracająca moda na model twardego faceta, dżentelmena, wzięty wprost z filmu “Ojciec chrzestny”, “Casablanca”, czy “Północ, północny zachód”. Mam nadzieję, że chociaż na chwilę odejdzie moda na ciotkę w rurkach i gangstera w dresach. Kobiety nie są głupie i wybiorą mężczyznę z klasą, a o klasie świadczy też porządna fryzura, markowy garnitur i wypastowane pantofle.

Barber shop – wraca moda na klasyczne fryzury

Barber shop – wraca moda na klasyczne fryzury

Ciekawi mnie tylko czy do tych naszych fryzur błyszczących się od pomad i toników wrócą też kiedyś prochowce i kapelusze jak w dobrych filmach noir.

Cześć!

Dlaczego masz gruby brzuch i jak się go pozbyć

Dlaczego masz gruby brzuch i jak się go pozbyć

Masz gruby brzuch przez nadmiar wody, dlatego … pij więcej wody! Nie jestem dietetykiem, tylko facetem, który walczy o płaski brzuch i pytam tu i ówdzie co działa, a co nie. Okazuje się, że mamy opasłe brzuchy bo pijemy za mało wody, przez co mamy jej nadmiar w organizmie.

Gruby brzuch jakbyś wpieprzał gruz na obiad

Pamiętam jak kiedyś stojąc na przystanku, z nudów, gapiłem się na pobliską budowę. Jeden Zenek gonił z łopatą, Wiesiek biegał z taczkami, inny Władek coś tam tynkował. No budowa jak budowa. Nic wyjątkowego. Najważniejsze jest to, że każdy z tych chłopaków miał wielki, wypasiony balon, przez który, na pewno, już dawno zapomniał jak wygląda jego ptak.

Każdy mój kolega z za dużym bandziorem (w ramach usprawiedliwienia swojego lenistwa) zwykł mówić: “Porządny gospodarz konia trzyma pod dachem”. Może i się z tym zgodzę, ale porządny gospodarz też przynajmniej od czasu do czasu tego swojego konia dogląda.

No i najlepsze jest to, że te brzuchy (hodowane na pysznych polskich obiadkach, od żony co to próbuje trafić do serca przez żołądek), wyglądają jakby nie jedli schabowych, ale co najmniej wpieprzali gruz na każdy jeden obiad i kolację. Te potężne brzuchole wyglądają na takie utwardzone, zabetonowane piłki lekarskie.

Popatrzyłem na swojego bandziocha, podrapałem się w głowę, i wtedy to zacząłem szukać informacji, jak to się dzieje, że brzuch rośnie i zaczyna żyć swoim życiem. Trochę nie chciałem musieć rzucać tym zjebanym sloganem “o gospodarzu” do kumpli, którzy trzymają fason.

Gruby brzuch jak garb dromadera

Nasze organizmy działają jak wielbłądy. Ponieważ składamy się głównie z wody (80% czy coś takiego) to głównie jej potrzebujemy do życia, żeby po prostu normalnie funkcjonować. Możesz nie żryć miesiąc, ale bez wody nie przeżyjesz nawet tygodnia

Gruby brzuch na własne życzenie

No i tutaj pies pogrzebany. Jeśli Twój organizm nie dostaje pić przynajmniej 2 litry każdego dnia, to zaczyna tę wodę chomikować w garbie, czyli brzuchu. Robi to nauczony tym, że niewiadomo kiedy znowu dostanie pić, więc sobie odłoży “na później”. I to jest na tyle cwany, że każdą cząsteczkę wody otacza sobie cząsteczką tłuszczu, żeby mu nie wyparowała za wcześnie. W sumie tyjesz też dlatego że jesz nieregularnie i rzadko. Działa to tak samo jak z wodą: “nie wiem kiedy znowu dostanę jeść, to odłożę sobie w formie tłuszczu na później”.

Co zrobić żeby zgubić gruby brzuch?

1. Pij więcej wody

Ja piję wodę (tak 2-2,5 litra codziennie) plus dość często yerba mate. Nie wiem co jest w tej yerbie, ale brzuchol znika jak marzenie.

2. Ćwicz trening interwałowy. Codziennie.

Poszukaj w necie intensywnego treningu interwałowego cardio (fajne są np. Insanity, Focus T25, Protokół TABATY!) i zacznij wyginać śmiało ciało. Przez jakiś czas staraj się ćwiczyć codziennie. Twoje ciało to maszyna wojownika, który jeszcze (ewolucyjnie dla twojego mózgu i organizmy w ogóle) mieszka w jaskini, musi walczyć o przeżycie i łazić w poszukiwaniu jedzenia, a nie nędznej cipki, która siedzi całymi dniami przy kompie, komórce i TV.

Każdy normalny człowiek jest w stanie wygospodarować codziennie 45-60 minut, żeby poczuć się jak pradziadek wojownik i ćwiczyć swoje ciało jak 300 Spartan (swoją drogą na You Tube widziałem fajny trening interwałowy który nazywa się właśnie 300 Spartan i też go kiedyś spróbuję i zrecenzuję).

3. Nie żryj gówna

Ja nie mówię tutaj o trzymaniu diety Srukana czy jakiejkolwiek innej. Po prostu nie jedz gówna i tyle. Poszukaj w sieci co jest paliwem dla Twojego ciała, a co tylko dopycha gruz do opony z przodu.

Swoją drogą sexi duży brzuch może mieć tylko kobieta w ciąży (i to też nie dla każdego jest to sexi). Mężczyzna wyglądający jakby połkną przed chwilą piłkę do kosza, albo tę lekarską, jest cipą, która nie potrafi o siebie zadbać. A jeśli nie potrafi dbać o siebie to jak będzie potrafił dbać o swoją rodzinę?

Cześć!

Jedzenie. Jedna rzecz, którą wiesz ale nie wiesz

Jedzenie, czyli co?

Po co jemy? Czy zadałeś sobie kiedyś to pytanie?

Czemu służy nam przyjmowanie pokarmów?

Już widzę odpowiedzi typu: – Masz mnie za debila? No proste, że jemy żeby żyć!

A no właśnie! Okazuje się, że to nie jest takie oczywiste. Słyszałem kiedyś jednego trenera personalnego, który powiedział świetne zdanie:

Pamiętaj! Twoje ciało to maszyna, a jedzenie to paliwo dla Twojego ciała. Nic więcej. Nie musi smakować, ma odżywiać i dawać siłę Twojemu organizmowi!

I temu celowi jedzenie służyło przez bardzo wiele lat. Zmieniło się to stosunkowo dawno, kiedy starożytni rzymianie z jedzenia zrobili pewnego rodzaju rytuał prowadzący do przesadnej rozpusty. To wtedy na świecie pojawiły się pierwsze grubasy z przejedzenia właśnie.

A jak jest teraz?

Czy wiesz co to jest manipulacja?

Niestety jako osoba pracująca w branży marketingowej mogę śmiało powiedzieć, że owszem, ludzie zdają sobie sprawę, że istnieje takie słowo, nie przyjmują jednak do świadomości tego, że nieustannie jej ulegają. „- Jak to… Ja? Nie! Mnie to nie dotyczy!”.

Czym więc jest manipulacja?

Manipulacja to świadome wpływanie na kogoś w taki sposób, aby nieświadomie, ale z własnej woli, realizowała cele i założenia osoby manipulującej.

Dzisiaj tym kimś jesteś Ty (my), a manipulatorem są między innymi koncerny spożywcze przy pomocy mediów.

Jeśli dobrze przyjrzysz się reklamom w TV zauważysz, że branża spożywcza jest jednym z głównych sponsorów mediów. Z tego wynika, że otrzymujesz zakłamany obraz świata. Wywołuje się w tobie żądze i pragnienia zgodne z wolą korporacji, której jedynym celem jest zdobycie władzy nad Twoim portfelem.

Konsekwencje są bardzo poważne ponieważ stawką jest Twoje zdrowie, a coraz częściej także życie.

Najbardziej śmieszy mnie jednak to, że ludzie przyjmują wszystkie tezy z TV jako swoje własne i na dodatek zażarcie ich bronią! Nawet jeśli eksperci i dietetycy mówią wprost, że to co jedzą ich zabija!

Kilka przykładów?

„Pij mleko będziesz wielki”? Bzdura. Mleko to jedna z najgorszych trucizn dla ludzkiego organizmu (przy okazji wypłukująca nasz naturalny wapń z kości, zastępując go wapniem przeznaczonym dla cieląt, co by tamtym rosły kopyta i rogi) ????

„Jem mięso, bo człowiek jest mięsożerny i nawet jaskiniowcy jedli mięso”? Bzdura. Wg ostatnich badań archeologicznych ludy pierwotne jadły głównie owoce, kiełki i to co znaleźli w lesie, a na zwierzęta polowali od wielkiego dzwona. Poza tym dzisiejsze zwierzęta hodowlane nafaszerowane są sterydami i antybiotykami, więc nawet jeśli byłoby to prawdą, że człowiek jest stworzony do jedzenia mięsa, to w dzisiejszym świecie nie ma szans na kupno zdrowej padliny, która by nie truła. Nie mówiąc już o dostarczaniu jakichkolwiek wartości odżywczych.

„Jem to i tamto bo jest pyszne!”. Tutaj krótka historia.

Kiedy byłem mały to nienawidziłem szpinaku… chociaż lubiłem jego smak! Pamiętam, że w przedszkolu był szpinak od czasu do czasu i mi nawet smakował. Nienawidziłem go dlatego, że dzieci obok mnie pluły nim na prawo i lewo, a i dorośli zawsze mówili, że szpinak jest niedobry. Z dzisiejszej perspektywy wiem, że uległem społecznemu dowodowi słuszności: skoro wszyscy mówią, że szpinak jest niedobry to tak właśnie jest. Dzisiaj jestem wolnym człowiekiem i szpinak gości na moim talerzu kilka razy w tygodniu ????

Przykro mi to powiedzieć, ale jeśli coś Ci smakuje, nie zawsze jest to Twój wybór.

Przyczyniają się do tego opinie innych ludzi, ale głównie telewizja od masterszefów, ugotowanych i innych „gotuj z celebrytą” kończąc.

Nie mam zamiaru nikomu mówić co ma jeść, ale proszę o jedno. Zacznij się interesować tym co jesz. Skąd to się wzięło. Jak zostało wyprodukowane. W jakim kraju! Czy wiązało się z cierpieniem innych ludzi albo zwierząt. Co oznaczają wszystkie „E” na opakowaniu.

Dowiedz się czy to co jesz jest Twoim paliwem, czy cichym zabójcą…

Smacznego!

Cześć!

Kto stoi za tłustym czwartkiem, czyli jak daliśmy się wrobić w nieustające zakupy

Poszedłem dzisiaj do marketu po zapas wody mineralnej (no dobra, jeszcze po browara) i doznałem szoku. Nie mogłem przejść między półkami, ponieważ zagrodzili je pączkożercy całkowicie zastawiając całe przejście. Porozpychałem się łokciami jak Assasin Creed i w końcu dałem radę przejść, ale stanąłem na chwilę i zacząłem obserwować tych wszystkich ludzi bijących się o… pączki!

Przypomniał mi się ten sam widok z grudnia, kiedy to walczyli o ledwo zipiące, jeszcze żywe karpie w święta. Przypomniał mi się też widok z marca czy kwietnia zeszłego roku, kiedy ci sami ludzie walczyli o jajka, a kolejki za szynką i kiełbasą ciągnęły się w nieskończoność…

Ludzie! O co chodzi? Co takiego się dzieje, kiedy nadejdzie konkretna data (dzisiaj akurat tłusty czwartek), że coś wszystkim odpierdala i wszyscy rzucają się na jedzenie z szaleństwem w oczach?

Tłusty czwartek

Każdy wie, że tłusty czwartek, jest mocno powiązany z religią katolicką, a właściwie z tym, że zwiastuje nadchodzący wielki post. Jednak mało kto wie, że jest to tradycja pogańska, sięgająca starożytnego Rzymu, kiedy to cały naród świętował odejście zimy i witał nadchodzącą wiosnę.

U nas topimy Marzannę, u nich pili na umór, jedli tłusto i do syta – jaki naród takie przywitanie wiosny. To wtedy powstały pączki, przygotowywane z ciasta chlebowego, ubijanego słoniną. Z czasem Kościół zaadaptował to święto jako dzień (czasem tydzień) rozpusty przed zbliżającą się głodówką.

Po co o tym piszę? W sumie nie wiem. Nie ważne. Idziemy dalej.

Jak daliśmy się wrobić w nieustające zakupy

Nie wierzę, że jak ktoś ma nawet 4-5 osobową rodzinę, to zeżre ona 30 pączków. A nawet jeśli dadzą radę, to do licha! Spalenie jednego to min. 30 minut spaceru. Wniosek jest taki, że żrą i tyją!

Pierwsze pytanie jakie ciśnie się do ust, to kto na tym zarabia?

Czy ty też masz wrażenie, że wszystkie święta, długie weekendy, w ogóle weekendy, dni wolne itd. już dawno przestały być chwilą na relaks, odpoczynek czy czas na kontemplację? Są to już chwile na nieograniczoną, bezpardonową konsumpcję podsycaną reklamami.

Nie oglądam zbyt często TV i nie bardzo się orientuję jakie tam teraz lecą reklamy, ale ostatnio dość często słucham radia w samochodzie. Dzisiaj musiałem podskoczyć w jedno miejsce i zostałem totalnie zbombardowany reklamami pysznych pączków i co najmniej kilku różnych możliwości wydania pieniędzy na prezenty walentynkowe.

I teraz pytanie, kto za tym stoi? Komu zależy żebyś wydawał pieniądze i tracił zdrowie?

No proste, koncernom. Dlaczego? Jeszcze prostsze… dla zysku. Powiesz banał. Tak, wiem, że dzisiaj piszę o banałach, ale może choć jedna osoba to przeczyta i nie pójdzie na hipnotyczne zakupy.

Od 14 lat robię w marketingu i reklamie. Na szczęście już nie muszę pracować z firmami podejrzanymi moralnie. Mam ten luksus, że pracuję z tymi, z którymi chcę pracować i odrzucam oferty, które są sprzeczne z moim sumieniem. Ale dzięki temu doświadczeniu wiem jak to wszystko wygląda od środka. Wiem jakie socjotechniki stosują agencje żebyś chodził na zakupy (np. po mleko) jak zombi, które chce zjeść mózg.

Z tym mlekiem jest jeszcze większa jazda. Nie wiem czy wiesz, ale mleko to jedna z największych trucizn, jakie możesz wlać w swój organizm ???? Napisze kiedyś o tym oddzielny artykuł.

Jak się nie dać tej ogłupiającej machinie?

  1. Zacznij planować swoje menu i na zakupy chodź z listą zakupów (trzymaj się jej rygorystycznie).
  2. Przestań oglądać TV – programy w telewizji służą tylko i wyłącznie, aby Cię zahipnotyzować, przytrzymać przed odbiornikiem i pokazać Ci jak największą liczbę reklam.
  3. Zacznij czytać skład surowców na etykietach! Już to ostatnio pisałem. Przestań żreć gówno, które serwują ci korporacje! Ściągnij aplikacją na telefon e-food (polska aplikacja blokowana przez producentów, która w bardzo fajny, graficzny sposób pokazuje czy dany produkt zaszkodzi twojemu zdrowiu) i zacznij skanować kody kreskowe produktów, które kupujesz. Zaręczam, że kilka z nich odłożysz na półkę!

Cześć!

PS.

Cukier wanilinowy stosowany w pączkach i innych wypiekach jest rafinowany z łajna krowiego. Smacznego ????